Czas: coś koło 14:00.
Miejsce: pociąg, gdzieś między Stargardem Szczecińskim a Chociwlem.
Stan życia: jadę nowoczesnością, wygladam jak bezdomny i mam nieumyte włosy. Nie pasuję do wystroju. Cóż, przynajmniej nikt więcej się nie dosiądzie.
Z racji tego, że mój towarzysz podróży leży wyciągnięty na dwóch siedzeniach naprzeciwko, a pociąg ma WIFI, to sobie popasożytuję i wykorzystam czas.
Wracam ze Szczecina i zabieram się za pisanie posta po raz czwarty. Tak samo było z nagraniem, ale do rzeczy.
~*~
Jako, że nie dodawałam nic dwa tygodnie, robię teraz przegląd przerwy.
Zacznę od tego, że jestem słabeuszem. Super słabeuszem. A nawet super słabym słabeuszem. A, no i tchórzem. Mieliście tak kiedyś, że przygotowywaliście się do czegoś i w ostatniej chwili się poddaliście? Ja tak miałam w tym tygodniu. A dlaczego się poddawałam? Bo bałam się reakcji odbiorcy. Bałam się, co sobie pomyślą ludzie. Ale po co? Kim jesteśmy żeby przejmować się tym, co o nas pomyślą inni? Oni nie przeżyją życia za nas, nie zrobią tego, co my chcemy zrobić. Uwierzmy w siebie, nigdy nic nie wiadomo. Albo jak to mówi Zuzia 'yolo, śmiało, gorzej być nie może'. W każdym razie, poniżej przedstawiam krótki poradnik (wzorowany na moim doświadczeniu) jak zostać leszczem dnia, klasy, szkoly, kraju, życia.
1. Przygotowałaś się do odpowiedzi, umiesz wszystko, żaden temat, data, zdarzenie czy też definicja nie ma przed tobą tajemnic? Przestań! Nie zgłoś się, przecież możesz się pomylić.
2. Lubisz kogoś i chcesz z tą osobą podnieść znajomość na nowy level? Oh, coś ty! Przecież na pewno cię odrzuci, a jestem pewna, że nie chcesz usłyszeć czegoś w stylu 'hmmm no lubię cię ale niestety, niewystarczająco. Unsubuję naszą znajomość. Było miło, ale nie.'
3. Chcesz zrobić coś ze sobą, pokazać się w internecie, spełnić marzenie? No już, wystarczy! Nikt i tak cię nie słucha.
4. Chcesz popracować nad pewnością siebie? Hahaha, nope. I tak ludzie cię wyśmieją.
Takie i inne myśli towarzyszą mi od dłuższego czasu, więc zamiast być vlogerką w związku, jestem leszczem w szlafroku. Pozdrawiam, nie polecam.
~*~
Jak wiecie byłam w Szczecinie i chciałam nakręcić pierwszego VLOGA. Niestety, albo i stety, wyszło leszczowato, Katia skręciła filmik na poziomie średnio słabym, a ja 'nie pokażę twarzy bo mnie razi słońce'. Zamiast nakrecenia vloga zaprzyjaźniłam się z dzikim tygrysem domowym i to... mój największy sukces od dłuższego czasu. Niestety, nasza miłość skończyła się po jednym dniu, więc wszystko pod kontrolą.
Wnioski na ten czas?
Vloger ze mnie słaby, jestem zaklinaczem tygrysów, a jeśli kiedy będę miała męża, który wytrzyma ze mną dłużej niż tydzień, będzie musiał być kucharzem, bo jestem jełopem kuchennym i ostatnio spaliłam obiad.
♡♥